czwartek, 16 lutego 2017

absolwentka

Chcecie historyjkę? Myślałam o takiej pełnokrwistej, a momenty mogą być?
Dziś, malarka-grafomanka, pisanie sobie jednak daruje...pardon.

  "Absolwentka" - olej na płycinie 90x70cm

Tymczasem, jest scenka rodzajowa, emocjonalna aż do szpiku kostki.
Świeżutko odmalowana, pędzle jeszcze mokre, a ręce brudne!

 Fragment, tak myślę, że w sumie można ten obraz pociąć na kawałki ;)

Dodatkowo, piosenkę (z ciachem na materacu) dołączyłam, tak mi pasowała...


W Grecji właśnie zakwitły mimozy, a w moim polskim domu, pączki kwiatowe wypuściła oliwka.
Jest zatem zielona nadzieja, tudzież nadzieja na zielone!


Uściski,
am

wtorek, 10 stycznia 2017

orszaki dworaki na czarnym lodzie


Z pamiętnika malarki
Od listopada działam  w zgodzie z zimowym cyklem ziemi. Jest ciemno prawie cały dzień i to się przekłada na prace.  W tej aurze powstają przepełnione emocjami obrazy: nocne, czarne, mroczne, powidoki, czarna rozpacz, czarna magia, czarni ludzie, czarne dziury i czarny humor. Napakowane po brzegi, bo każdy maluję, jakby miał być tym ostatnim. Podsumowując trzeba będzie dokupić: po pierwsze primo - czarny węgiel do ogrzewania; po drugie secundo - tubę czarnej olejnej, do kontynuowania pracy twórczej.


"Orszak" - obraz olejny na zabytkowej płycinie, 90x140cm, grudzień 2016/styczeń 2017

Z notatnika kucharki matki czworga, żony
1 Czarna kawa z ekspresu na początek dnia...jeszcze jedna...dolewka...kąpiel w czarnej kawie
2  Gołąbki bez zawijania, pizza z telepizzy, tort bez pieczenia, sernik na zimno (bez gotowania)
3 Czarna czekolada, gorzkie czekoladki z likierem wiśniowym...lody czekoladowe - pudełko XXL!

W temacie mroków i ciemności, obraz z mojej skromnej kolekcji 1930r,  duński malarz Mouritz Norgaard (1878-1969)

Przesyłam noworoczne chachachy,
am

PS Zobaczyłam mój ostatni obrazek w dziennym świetle i trochę się zdziwiłam. Czernię, zaczerniam, jednym kolorem w zasadzie operuję, a tak kolorowo wyszło?
Jedna tuba czarnej wystarczy, czy od razu tuzin nabyć?
Nie zapomnieć kupić białą olejną do malowania śniegu! 

niedziela, 25 grudnia 2016

ho ho ho


24 grudnia z lotu ptaka
Barszczyk z uszkami, kapusta z grzybami, makowce zawijane, karpie w galarecie, śledzie w omlecie, rodzynkowe ciasta, kapuściana pasta, sernikowa strucla, piernikowa chatka z aureolą, groch z kapustą, kapusta z grochem, śmichy - chichy z łomotem, mlaskanie z chrząkaniem, całowanie ze ściskaniem, śpiewanie - granie - kolędowanie, kanapowe esemesowanie, wygłupy i bolące brzuchy, do tego zero skruchy...



Ciepło pozdrawiam z życzeniami kapki luzu i dystansu.
am



niedziela, 11 grudnia 2016

Juliusz, nić, pies, psi ogon i żarówka albo balonik...

Upatrzył mnie sobie chłopiec z portretu. Czarował, uwodził, kusił.
Akurat spadł pierwszy śnieg, ładny i puszysty. Magia zadziałała,  nim się spostrzegłam, stałam się szczęśliwą posiadaczką tajemniczego obrazu w srebrzystej ramie. W tych zimowych okolicznościach, nadałam chłopcu imię Kaj. On jest podobny do naszego Julka - zauważył Towarzysz podróży. Dzieci zawtórowały - i to jak podobny! - włóżmy Julowi beret!

" Juliusz, nić, pies, psi ogon i żarówka albo balonik" 2016r Olej na płótnie 50x65cm 

Nie było rady, migiem zamalowałam płótno. Potem, dumałam i budowałam i znów dumałam. Wyszło jak zwykle - powoli. Gołym okiem widać, że oba portrety mają się do siebie, jak pięść do nosa albo noc do dnia. Nie dziwota, różni malarze, inne dzieci, berety i 80 lat różnicy robią swoje. Do tego ja się trochę wygłupiałam, a tamten chyba na poważne. Stało się jednak coś nieoczekiwanego, czas na chwilę się zatrzymał.

"Portret chłopca",  autor E.K. 1937rok, obraz przywieziony z Belgii 
Olej na płótnie 30x40cm

Krótkie spotkanie chłopca stamtąd z chłopcem stąd, wniosło do naszego domu, wesołość, poruszenie i świąteczną magię. Wkrótce  Boże Narodzenie, a w kolejce po portrety ustawili się Ida i Fryderyk.

Pozdrawiam grudniowo,
am

sobota, 19 listopada 2016

jak stróż w boże ciało

W dzieciństwie, wieczorami klękałyśmy z Babcią przy łóżku i modliłyśmy się do Anioła Stróża. Sama Babcia w swojej powłóczystej, nocnej koszuli, z rozwianym włosem w półmroku  przypominała istotę nieziemską, ja zapewne rozanielonego diabełka. Na koniec ceremonii, obowiązkowo była kilometrowa litania, daj zdrowie temu i tamtemu i żeby...Ta ciągła potrzeba opieki, dopilnowania, opatrzności pozostała we mnie do dziś.
Poniższy obraz powstał z potrzeby serca, ducha i głowy. Uskrzydlony, albo jak kto woli odjechany.
Serdecznie zapraszam i pozdrawiam.

  "Jak stróż w boże ciało" ,  namalowany farbami olejnymi na zabytkowej płycinie drewnianej 45cmx97cm

jeszcze pocięte w drobny mak...




poniedziałek, 31 października 2016

do kawy ajerkoniaczek, a do herbaty rum

Odczerniam

 Nocny koncert, olej na starej płycinie 120cmx40cm

Kobiety z pasją, często miewają magazyny , a w nich dobra niezmierzone. Mój magazyn, to taka gabarytowa wersja kieszeni Tomka Sawyera. Jest tu sznurek, kamyk i musowo mleczny ząb.  
Każdy znajdzie w nim coś dla siebie: to i tamto i owo... 
Dalej już zupełnie jak w Lokomotywie Tuwima:
 A w piątym stoi sześć fortepianów,
W szóstym armata - o! jaka wielka!
W siódmym dębowe stoły i szafy, 
W dziesiątym - kufry, paki i skrzynie.
A tych wagonów jest ze czterdzieści,
Sama nie wiem, co się w nich jeszcze mieści.

  po kawałeczku

Pewnego październikowego wieczora natchnęło mnie, żeby ze zbiorów magazynowych, wytargać (dosłownie, bo wszystko na ścisk) starą, bo 120 letnią deskę pianinową i namalować coś. Płycina cała czarna - w błyszczącej politurze szelakowej. Śliska, niewymiarowa jak cholera, korciła i odstraszała jednocześnie. Czary mary i oto jest, fraszka igraszka malowanka  drewniana.

 fragment

Coś, co przez 120 lat było częścią instrumentu muzycznego, ba pianina koncertowego, prawdopodobnie najlepiej przyswoi tematy muzyczne. Podrygując w rytmie  Saint-Saënsowego " Danse Macabre" uwolniłam z czeluści dzieło. Mieszaninę czarnego humoru, bulgocącej energii, ot  radosne projekcje malarki fantastki.


jeszcze jeden kawałek
  
Pudełko jak malowanie
Pokażę jeszcze całkiem świeży nabytek, słodkie cudeńko z mojego magazynu. Jest to pudełko, które za całe 20 zł wyczaiłam na pewnej aukcji. Pudełko na kawę, rzecz zupełnie niebywała, przyozdobione przez  nieżyjącą już  monachijską artystkę  Petrę Moll

Petra Moll (1921-1989)

Cuda wianki w oryginale
 


  Patrzę, patrzę i nacieszyć się nie mogę.

  Petra Moll (1921-1989)
  
PS W piździerniku oczywiście dopalacze antydepresyjne. W moim przypadku kawusia z ajerkoniaczkiem, a herbatka najsmaczniejsza z rumem ;)

Ścisłe ściski,
am


środa, 28 września 2016

taka podpuszczka

Dziń dyberek!
Zimno w tylec-grzbiet?   
Wdziej swyterek!

"Z piasku i mgły" Olej na sklejce

Zdyszana wbiegam radośnie w blogosferę i podrzucam Wam resztki lata.
Wiem, musztarda po obiedzie, szampan po sylwestrze. Nie zważając, odważnie zaryzykuję!
Na wiekowej niebanalnie sformatowanej  desce serwuję plażę z plażowiczami. Uwaga na nieletnich, bo sporo tu golizny. Dzieło świeżutkie , jeszcze ciepłe i lepkie.  Paleta barw mimowolnie żywcem wyjęta ze świata serów: tych twardych i miękkich, topionych i wędzonych, a także twarogów. Najpopularniejsze odcienie żółtych, a zaraz obok nich, te z porostem pleśni: białej, turkusowej i niebieskiej. Do tego różnorodność konsystencji, od zwartych po lejące, wszystko dozwolone, aby zwabić widza. Na ten przykład intrygująca, biaława pasta filata (skrzep podgrzewany i rozciągany, aż  do momentu, gdy stanie się elastyczny). A wszystko podlane  przejrzysta serwatką... Ktoś, że a fu? Pocieszające, że salmonelli jak dotąd nie stwierdzono.
Jeśli chodzi o zapachy, bez sensacji. Żadne tam przepocone skarpety, nawet ciut banalnie. Słodka woń sklejki zmieszana z drażniącymi nozdrza farbami olejnymi.
Z uszanowaniem, oddana bez reszty codzienności sztuce malarskiej,
Anita Anitamta Mierzwińska Olaboga Mazurkiewicz