niedziela, 22 kwietnia 2018

prawda ostra jak brzytwa

 Na ziemi
Czy Państwu także notorycznie mylą się formalne formalności? Ulotne wizyty lekarskie mieszają się jak groch z kapustą i nie trafiają w datę, a urzędowe cyrografy przypominają o sobie w dzień sądu ostatecznego?
Za to wypranie w pralce dokumentów, telefonów i innych bezcennych drobiazgów przychodzi z dziecięcą łatwością? Moja wyrafinowana precyzja zadziwia. Na ten przykład w okolicznościach około zmywakowych tak sprytnie wsadziłam małą filiżankę do większego kubka, że wyjęcie jednego naczynia z drugiego zajęło dyplomowanemu mechanikowi precyzyjnemu kilka miesięcy!

"Tancerka" - olej na  wiekowej desce 116x60cm

 W kosmosie
Myślałam o namalowaniu stolika z poustawianymi drewnianymi słonikami i innymi bambetlami, a wyszło jak zwykle...coś troszkę innego. Obrazek - zgrzyt, migawka, flesz, uderzenie obuchem w łeb. Coś o każdym z nas, stoisz  samotnie na środku, a inni mogą tylko się przyglądać. Rodzimy się i umieramy w samotności, otuleni najmiększą pierzynką z miłości i przypięci pasami bezpieczeństwa do najbliższych w gruncie rzeczy na  zawsze pozostaniemy kosmicznymi samotnikami..

Pozdrawiam serdecznie w ukwieconym kwietniu,
am

niedziela, 18 marca 2018

co robiła malarka, kiedy jej tu nie było?


Podróże małe i duże...
W lutym
Zaprosił do siebie malarkę znany, zagraniczny malarz sztalugowy - Wincenty Van coś tam, spotkali się u niego w domu. To nie była żadna randka, tylko zwykłe zaproszenie na niedzielny obiad. Na tę okazję Wincenty samodzielnie  ugotował barszcz czerwony z buraków, natomiast malarka przyniosła własnoręcznie ulepione uszka z grzybami, które następnie z wdziękiem dorzuciła do krwisto czerwonej zupy. Po barszczu  podano wieprzowe uszy pieczone na ruszcie z chilli oraz młode czerwone wino. Potem był deser - pyszne kruche ciasteczka z melasą, kształtem przypominające muszle tudzież zawstydzone, bo rumiane uszy. Po obiedzie artyści pili kawę po turecku i rozmawiali o sztuce Aborygenów, było wesoło i niebanalnie. Gdy zaczęło zmierzchać, uświadomili sobie, że ciekawym trafem tego dnia  w Ameryce rozdają Oskary i będzie transmisja na żywo w holenderskiej telewizji. Wicek stanął na wysokości zadania i wytargał z szafy stary, zakurzony telewizor, natomiast malarka zupełnie przypadkiem znalazła w swojej dywanikowej torebce sprawny dekoder tv oraz antystatyczną ściereczkę z irchy. Oskary jak zwykle były trochę nudne i bardzo światowe. Zrobiło się późno,  senną, relację z gali przerywał jedynie co jakiś czas dzwonek telefonu od zniecierpliwionego męża artystki i pikanie sms-ów, które hurtowo przysyłały opuszczone dzieci.  Oboje pewnie zasnęli by w końcu na dobre przed ekranem, gdyby nie pewien film animowany nominowany w ważnej kategorii, który całkowicie wyprowadził malarza z równowagi. Wincenty, obejrzał uważnie zwiastun, po czym kazał sobie wyguglować na telefonie artystki jak najwięcej szczegółów, następnie wyjął z szuflady wielką, staromodną brzytwę i oświadczył: - Jak to coś wygra, to odetnę sobie ucho, pomożesz? Co było robić artystka, która musiała przyznać,  że film jest jawną profanacją dzieł Wincentego, zgodziła się na ewentualną pomoc w amputacji organu. Potem, było już tylko gorzej, malarka, która nie znosi widoku prawdziwej krwi, wpadała w wewnętrzną paniko-depresje, natomiast Wicek rzucał czym popadnie i złorzeczył. Na szczęście finał spotkania zakończył się happy endem w iście hollywoodzkim stylu, film "Mój Vincent" dostał duże nic i obyło się bez rozlewu krwi.Uszczęśliwiony malarz, zaprosił malarkę na lody do nocnego sklepu na stacji benzynowej Shell, była niedziela i wiadomo, wszystkie inne sklepy były pozamykane.


W marcu

 "Portret damy ze świnką morską" - rysunek- malunek na tekturze, 50x70cm

Umęczona kaszlem i katarem, niczym lekarstwa potrzebowała światła, ciepła i koloru. Egzotyczna podróż  do krainy tysiąca i jednej nocy okazała się strzałem w dziesiątkę. Zrobiła tylko jedno zdjęcie - pędzlami, bo aparat padł na jakąś tropikalną cholerę.

 Wyszperane gdzieś w pudle za złotóweczkę...
am 

wtorek, 2 stycznia 2018

noworoczna bajadera wyssana z palca

Jeśli wierzyć malarce, to życie jest taką sceną na wodzie z kotarami po bokach. Te ciężkie kotary podtrzymują syreny, które bywają aniołami. W rzeczywistości, Ty mieszkasz za morzem, ona za siódmym morzem, a tamci co wiesz jakby na dnie. Po tym morzu pływają pyszne galeony, zadziorne stateczki i  filuterne łódeczki, bywają też toporne balie i  ledwo co zdatne łupiny orzecha. Woda oczywiście jest tu błękitna, a to jeden z cudniejszych kolorów i właśnie dlatego bez względu na wszystko, w istocie życie jest piękne. Z morzem  wiadomo, jeden się czuje jak ryba w wodzie, a drugiego mdli. Reszta wynurzeń w tym momencie niech pozostanie milczeniem, zresztą malarka zapewne plecie trzy po trzy...

Praca na tekturze rysowana i malowana 30x40cm "Łódeczki", styczeń 2018

W Nowym Roku, życzę Państwu pomyślnych wiatrów i żeby przypadkiem nie zabrakło wody pod kilem. Pamiętając, że jak się ściemni, to potem i tak się rozjaśni!
am

Fragment